Sztuczne zdjęcia – na co powinniśmy zwrócić uwagę?
Pułapki w liczbach – sondaże, które nigdy się nie odbyły
Obok fałszywych twarzy i filmów, w internecie krążą obrazy, które mają wyglądać jak „wycinki z wiadomości”. Ich zadaniem jest sprawić wrażenie, że jakaś partia ma ogromne poparcie lub że wydarzyło się coś sensacyjnego. Oszuści liczą na to, że widząc znajomy wygląd tabelki czy wykresu, nie będziemy sprawdzać faktów.

Przyjrzyjmy się wspólnie temu obrazkowi. Choć na pierwszy rzut oka wygląda profesjonalnie, zawiera mnóstwo błędów, które go dyskwalifikują:
- Instytut widmo (OPRG): Zawsze sprawdzajmy, kto przygotował badanie. W Polsce znamy takie firmy jak CBOS, IBRiS czy Kantar. Nazwa „OPRG” nie figuruje w żadnym rejestrze poważnych instytucji badawczych. To nazwa wymyślona na potrzeby manipulacji.
- Podejrzana „próba 10 000 osób”: Brzmi to imponująco, prawda? Jednak w rzeczywistości profesjonalne sondaże wyborcze robi się zazwyczaj na grupie około 1000 osób. Przebadanie 10 tysięcy ludzi przez telefon byłoby niezwykle drogie i rzadko spotykane. Oszuści wpisują dużą liczbę, by sondaż wydawał się „bardziej wiarygodny”, co paradoksalnie zdradza ich kłamstwo.

- Błędy na podium: Przyjrzyjcie się kolumnom. Miejsce 1. (PiS) i 2. (KO) mają wypisane procenty bezpośrednio na złotym i srebrnym słupku. Miejsce 3. jest „puste” – grafik zapomniał dopisać tam wyniku, mimo że na liście obok widnieje ponad 14%. To klasyczny błąd przy szybkim, niechlujnym montażu.
- Bezsensowne, zniekształcone napisy: Napis na trzecim słupku to radosna twórczość sztucznej inteligencji. Mimo słabej jakości zdjęcia możemy dostrzec, że zamiast prawdziwej nazwy partii mamy tam napis, który brzmi jak żart „Konfederacja Kokos Pollssa”.
Logotypy innych partii (np. Polski 2050 czy PSL) różnią się od tych, które znamy z oficjalnych plakatów czy stron internetowych. AI często ma problem z dokładnym odwzorowaniem logotypów i napisów wewnątrz obrazków.